niedziela, 29 czerwca 2014

Igrzyska Śmierci - Suzanne Collins

Panem - potężne państwo powstałe na ruinach Ameryki Północnej, które zostało podzielone na 13 Dystryktów + jeden Kapitol - najbogatszą, rządzącą część państwa, gdzie zasiada prezydent. Każdy z 12 już Dystryktów odpowiada za produkcję innych niezbędnych do życia produktów. W Dwunastym Dystrykcie mieszka Katniss Everdeen oraz Peeta Mellark - tegoroczni trybuci 74-tych Igrzysk Głodowych. Są to zorganizowane przez Kapitol walki na specjalnych arenach na śmierć i życie. Bierze w nich udział 24 trybutów, chłopak i dziewczyna w wieku od 12 do 18 lat z każdego Dystryktu. Zadaniem każdego z nich jest zabić całą resztę i wytrwać do samego końca wygrywając igrzyska, a tym samym zapewniając chwałę sobie, swojej rodzinie oraz całemu Dystryktowi. W zależności od numerów od  1 do 12 przedstawiony jest "ranking" od najbogatszego do najbiedniejszego Dystryktu. Numer 1 zajmuje się dostarczaniem i produkcją diamentów i innych kamieni szlachetnych. Nigdy niczego tam nie brakuje, a podczas corocznych losowań, tzw. dożynek, kto pojedzie na Głodowe Igrzyska, ochotnicy zgłaszają się sami. Są silni,  wysportowani i dobrze zbudowani oraz wyżywieni.  W 12 sprawa wygląda nieco inaczej..  wydobywa się tam węgiel, a Katniss pochodzi ze Złożyska - najbiedniejszej części i tak już głodującego Dystryktu. Tam dożynki to istna katorga.

Sama książka jest jedną z 3-ech części (już niedługo na blogu), należy do przygodowych, ale w kilku momentach popłakałam się jak małe dziecko. Nie brakuje szczegółowych opisów, które stanowią 70% książki. Ma w sobie tyle emocji, że nie mogłam przez nią spać - wszystkie te momenty kłębiły się w mojej głowie i zastanawiałam się dlaczego tak, a nie inaczej... To chyba pierwsza książka, którą tak przeżywałam. Bohaterka staje między trudnym wyborem: Peeta, czy Gale? Osobiście po obejrzeniu filmu (żałuję, że to zrobiłam jako pierwsze) Peeta był moim ulubieńcem, ale Suzanne Collins w książce przedstawiła go nieco inaczej i teraz uważam, że do Katniss bardziej pasuje Gale. Już nie mogę doczekać się gdy przeczytam kolejną i jeszcze kolejną część, które już leżą na mojej półce - spodziewajcie się niedługo! To chyba moja ulubiona książka jak dotychczas, albo chociaż jedna z ulubionych ;) Ocenam 6/6

czwartek, 26 czerwca 2014

Opowieści z Narnii : Lew, czarownica i stara szafa - Clive Staples Lewis





C.S Lewis - irlandzki pisarz i naukowiec. Popularność przyniosła mu seria ksiażek: "Opowieści z Narnii", którą "Lew, czarownica i stara szafa" zaczynają. Akcja rozgrywa się w Anglii gdzie aktualnie trwa wojna. Matka czwórki rodzeństwa: Piotra, Zuzanny, Edmunda i Łucji, wysyła ich w bezpieczne miejsce - na wieś, do starego domu Profesora. Tam bawią się w chowanego, a najmłodsza Łucja znajduje kryjówkę w starej szafie... Zaczyna cofać się coraz dalej i dalej, aż nagle wychodzi z drugiej strony i upada wprost na puszysty śnieg leżący na ziemi. Okazuje się, że przypadkiem trafiła do Narnii - magicznego świata, gdzie panuje zła czarownica, dlatego wiecznie trwa tam zima. Spotyka na swojej drodze fauna, który zaprasza ją do swojej chatki na poczęstunek. Gdy Łucja wraca z powrotem do domu Profesora opowiada swoją historię rodzeństwu, które nie chce jej uwierzyć. Dziewczynka chcąc udowodnić swoją rację zaprowadza ich do miejsca zdarzenia, ale gdy próbują oni przejść przez "portal", udaje im się dotknąć dna szafy, którą wypełniają jedynie futrzane płaszcze. Po kilku dniach wszyscy zapomnieli o sprawie, ale nie Edmund. Wchodzi sam do starego mebla i przechodzi do Narnii. Tam spotyka złą czarownicę, która chce, aby przyprowadził swoje rodzeństwo. Sam wpada w pułapkę. Mimo, że książkę czytałam będąc w 4-tej klasie podstawówki czyli dwa lata temu, pamiętam dokładnie każdy szczegół. Jest ona z pewnością warta uwagi i zostaje w pamięci na długo. To prawdziwy dowód odwagi i honorowego zachowania w różnych sytuacjach przez bohaterów. Bezwarunkowo 6/6.

Oskar i Pani Róża - Éric-Emmanuel Schmitt

"Oskar i Pani Róża to wydarzenie literackie na miarę Małego Księcia"



Oskar jest dziesięcioletnim chłopcem chorującym na białaczkę. Lekarz wie, że dla chłopca nie ma już żadnego ratunku, a rodzice nie potrafią nawiązać z nim kontaktu. Boją się nieuniknionego. Wtedy na powoli kończącej się drodze Oskara staje Pani Róża. Nie jest to zwykła kobieta, bowiem ma za sobą karierę zapaśniczki. Przekonuje chłopca, że być może warto nawiązać korespondencyjny kontakt z Bogiem... Oskar zaczyna więc pisać listy, w których opisuje każdy dzień swojego życia, które przekładane na lata życia zdrowego człowieka wynosiły by 10 lat. Tak więc 1 dzień życia Oskiego = 10 lat życia zdrowego człowieka.

Książka to po prostu dzieło literatury! Czytałam ją już kilka razy, a mimo wszystko wciąż odkrywam w niej nowe wartości. Oklaski dla autora, który poruszył tak odważny temat, a mianowicie śmierć widzianą oczami dziecka. Z czystym sumieniem 6/6!

środa, 25 czerwca 2014

Na ratunek Shanti + Nieujarzmiona - Patricia Leitch

Jako, że jestem zapaloną koniarą, koleżanka poleciła mi właśnie "Na ratunek Shanti" oraz jej kontynuację "Nieujarzmioną" autorstwa Patrici Leitch. Na samym wstępie - nie czytałeś? PRZECZYTAJ!

     


Książka opowiada o nastoletniej Jinny Manders, która z dużego miasta nagle przeprowadza się na kompletne odludzie - Finmory, gdzie jej tata znalazł lepszą pracę oraz większy dom. Razem z całą rodziną rozpoczyna się wielki remont i na początku wszyscy są załamani stanem domu, który zastali. Przecież tata Jinny trochę inaczej go opisywał... Jinny musi znaleźć sobie nowe koleżanki, a co dla niej najstraszniejsze - musi pójść do nowej szkoły. "Będzie dobrze" - zapewniają ją wszyscy, ale wcale dobrze nie jest. Nauczyciel jest straszny, a Jinny podpada mu już pierwszego dnia. Na pocieszenie wybierają się do cyrku, gdzie dziewczynka dostrzega piękną, kasztanowatą (rudą) klacz arabską, Shanti. Jinny zaczyna ją rysować, wyobrażać sobie jak jeździ na niej i skacze przez przeszkody, aż pewnego dnia, cyrkowa "załoga" przejeżdża przez Finmory. Dochodzi do wypadku, a Shanti udaje się uciec. Od tego momentu dziewczynka robi wszystko by zaprzyjaźnić się z klaczą i zbudować więź.

Patricia Leitch zawarła w książce bardzo dużo dokładnych opisów. Opisuje nawet najmniejszy szczegół. Moim zdaniem jest to zaleta, ponieważ dzięki temu jesteśmy w stanie wyobrazić sobie daną sytuację jeszcze lepiej. Pozycja jest bardzo ciekawa i ma bardzo niespodziewane zwroty akcji, dzięki temu nie jest przewidywalna. "Shanti to dziki koń - zrobi co zechce". Z pewnością obowiązkowa lektura dla każdego koniarza - oceniam 6/6!

Niekończąca się opowieść - Michael Ende

Chyba każdy zna tę historię... ;)



Pewnego deszczowego poranka tęgi i blady Bastian Baltazar Buks niespodziewanie wpada do antykwariatu. Karola Konrada Koreandera. Powodem tych niezapowiedzianych odwiedzin było dokuczanie mu przez innych kolegów. Antykwariusz przeprowadza z nim niemiłą rozmowę, w której oświadcza, że nie sprzedaje młodzikom żadnych książek. Bastian zauważa jednak niezwykłą księgę, od której bije jakąś niebywałą siłą. Zniechęca sie przez chwilę przypominając sobie wcześniejsze słowa antykwariusza i tym, że aktualnie jest przez niego czytana, chłopak korzysta z okazji i kradnie fantastyczną księgę. Teraz jako złodziej nie chce pokazać się ojcu, więc ukrywa się na szkolnym strychu i po cichu czytając pozycję poznaje bohaterów Fantazjany.

Michael Ende wykonał kawał dobrej roboty - napisał bowiem historię, która nigdy się nie nudzi, dlatego chętnie wracają do niej nawet starsze osoby, które pamiętają Fantazjanę i wielkiego latającego psa jeszcze za czasów dzieciństwa. Jedynym (moim zdaniem dużym) minusem, jest to, że chociażby jako osoba początkująca (bo miałam okazję przeczytać tę książkę po raz pierwszy) od razu odłożyłam ją na półkę gdy doszłam do momentu gdzie pojawiły się takie postacie jak: kamienne trole, duszki czy inne stworzenia.. Nie byłoby w tym powodu do zrezygnowania z czytania i opuszczenia bohaterów gdyby nie fakt, że w dalszej części książki zamiast sformułowań "kamienny trol rzekł..." itd., zaczęły pojawiać się kosmiczne imiona tych istot i wyglądało to mniej, więcej tak:

"Jak to? - spytał zdziwiony Wuszwuzul
A no tak! - odrzekł Blubb
Nie możliwe! - powiedział pewnie Ykik machając przy tym ręką"

Ja po przeczytaniu takiego dialogu nie wiedziałam kto jest kim.. Jeszcze gdyby postacie nazywały się Tomek, Kasia, albo nawet Filkram - nie ważne, byleby czytelnie.. A tutaj mamy takiego Ykik'a... :/
Z pewnością idzie się pogubić..

 Dlatego moja ocena nie może być inna niż 4.5/6

Za minutę pierwsza miłość - Hanna Ożogowska

Poprzedni opis książki raczej nie był recenzją, ale streszczeniem. Tym razem postawię na stuprocentową recenzję. Tak więc...



Głównymi bohaterkami książki są dwie nastoletnie dziewczyny i jak to dziewczęta w tym wieku - często rozmawiają o chłopakach. Wspólnie dyskutują o miłości i dochodzą do wniosku, że fajnie byłoby mieć kogoś do kochania. Dokładnie analizują każdego potencjalnego kandydata ;) Co najważniejsze, książka jest bardzo lekka. Czytanie jej to sama przyjemność, choć zdarzyły się nudniejsze momenty, ale strony same mijały niezwykle szybko i można było o takich momentach równie szybko zapomnieć. Ja te 170 stron przeczytałam jednym ciągiem. Pozwoliłam sobie użyczyć opinię jednej z osób, który miały okazję tę pozycję przeczytać i wypowiedzieć się na jej temat:
"Miała swój urok, klimat i wdzięk. To "coś", które powodowało, że człowiek czuł się młody i chciał brać życie za ogon. Taka, o której myśli się z sentymentem...". Myślę, że nie ma sensu wdawać się w szczegóły - najlepiej samemu przekonać się, że książka jest bardzo fajna. Osobiście daję 5/6 :)

Cudowna podróż Edwarda Tulana - Kate DiCamillo

Uwaga na spoilery ;)



"W pewnym domu na ulicy Egipskiej mieszkał kiedyś królik, który był prawie cały zrobiony z porcelany. Miał porcelanowe ręce i nogi, porcelanowy łepek, porcelanowy tułów i porcelanowy nos. Jego ręce i nogi miały połączone drutem stawy, dzięki czemu jego porcelanowe łokcie i porcelanowe kolana mogły się zginać, dając mu dużą swobodę ruchu. Uszy miał zrobione z prawdziwego króliczego futerka, a ukryte pod futerkiem druty pozwalały ustawiać je w różnych pozycjach, w zależności od nastroju właściciela..."

Edward był własnością kilkuletniej Abilene Tulan, która królika traktowała zupełnie jak swoje dziecko. Choć wykonany był z dość kruchego materiału, robili razem wszystko. Edward grzecznie słuchał jak Abilene opowiada mu bajki o królewnie, która nie potrafiła kochać dlatego wiedźma zamieniła go w guźca i siadał (albo raczej był sadzany) obok niej na krześle gdy wszyscy jadli obiad. Z całej rodziny, która ignorowała królika mówiąc, że to przecież tylko zwykła zabawka, tylko babcia Pellegrina oprócz dziewczynki rozmawiała z Edwardem jak z równym sobie człowiekiem.

Mijały dni, aż nadszedł dzień rejsu statkiem, od którego wszystko się zaczęło.. ale posłuchajcie dalej! Gdy wszyscy byli już na pokładzie i odpłynęli na tyle daleko, że nie było widać już lądu, dwaj chłopcy wieku naszej bohaterki - Martin i Amos szczególnie zainteresowali się Edwardem i po kilku pytaniach zatrzymało się na jednym: "Czy można mu zdjąć te ubrania?". Abilene odrzekła, że oczywiście i zaczęła wymieniać ile to on ma piżam i szalików, ale chłopcy musieli przekonać się o tym samemu i zaczęli rozbierać królika. Dziewczynka bardzo się zdenerwowała i za wszelką cenę chciała odzyskać swojego porcelanowego przyjaciela, zaczęli się szarpać, aż Martin trzymający maskotkę wypuścił ją w powietrze. Nie byłoby w tym nic strasznego (pomijając fakt porcelany) gdyby nie to, że Edward wyleciał za burtę i zaczął tonąć. Ale czy mógł się utopić?

W końcu po długim czasie dryfowania, obijania głową o dno i szarpania przez fale, ku jego uldze wyłowili go rybacy a następnie trafił do rąk żony rybaka. Nellie, bo tak miała na imię, od razu zakochała się w króliku! Ups.. a raczej w króliczce :) Staruszka nazwała go Zuzanna i od tego czasu Edward był ubierany w sukienki.  Jego nowa właścicielka obiecała mu, że pozna jej córkę - Lolly, która od początku znienawidziła lalkę i była zła, jak dużo czasu poświęcają mu jej rodzice. Martwiła się, że zwariowali, więc postanowiła pozbyć się niechcianego lokatora wywożąc go na wysypisko śmieci.

Leżał tam 80 dni i miał okazję poznać Ernesta - króla świata, bo tak się własnie nazywał. Przychodził raz po raz na wysypisko wykrzykując, iż jest królem świata, ponieważ jest królem śmieci, a świat składa się ze śmieci - zabawne nieprawdaż? Po długim czasie spędzonym wśród skórek od bananów, resztek jedzenia, zepsutych zabawek i innych zanieczyszczeń, znalazł go pies Lucy, pupil Bull'a - zwykłego śmieciarza, nieładnie mówiąc.. Gdy suczka przytargała Edwarda do swojego pana, na początku chcieli go zjeść, ale niestety, porcelana do najsmaczniejszych nie należy. Bull zdecydował, że królik dołączy do ich "drużyny" i zaczął nazywać go Malone.

Wędrowali piechotą, podróżowali w pustych wagonach towarowych. Wciąż byli w drodze.
"W gruncie rzeczy jedziemy donikąd . Na tym właśnie polega ironia naszej ciągłej wędrówki.."
Gdy pewnej nocy przemierzali kolejne kilometry na gapę w takim właśnie pustym wagonie zostali nakryci. Bull i jego pies dostali po kopniaku, a Edward znów wyleciał "za burtę". Nie wiadomo co stało się dalej działo z włóczęgami. Edward znowu leciał i leciał, aż w końcu upadł i znów wylądował w ogromnej ciemności.

Rano znalazła go stara kobieta i zaprowadziwszy go w koszyku do swojego domu zaraz obok pola, wymyśliła, że królik może robić za stracha na wróble. Kobieta również wymysliła mu imię - Clyde. Oprócz niego "pracował" tam jeszcze jeden chłopiec. Którego miał okazje dobrze poznać.
"Królik spędził cały dzień, wisząc za uszy, smażąc się w skwarze słonecznym i obserwując, jak stara kobieta i Bryce (wyżej wspomniany chłopak) pielą i spulchniają warzywnik.." Bryce darzył Edka od początku dużą sympatią.. było to widać..

Minęło kilka dni,  aż Bryce w końcu się odważył, odwiązał królika od wbitego w ziemię kija i zabrał go ze sobą. Nie ma tu co ukrywać - zwyczajnie go ukradł. Zaniósł go do swojej ciężko chorej siostry, która żyła w małej kanciapie. Ich ojciec był alkoholikiem. Dziewczynka miała na imię Sara Ruth, a swojego nowego przyjaciela nazwała Jangles. Brat aby rozweselić siostrę jeszcze bardziej doczepił do rąk i nóg królika sznurki i poruszał nimi w rytm muzyki, tak aby wyglądało, że tańczy. Stan Sary Ruth z dnia na dzień się pogarszał. Minęły 3 miesiące - było co raz gorzej. W 4-tym miesiącu przestała jeść, a w 5-tym zaczęła kaszleć krwią. Dziewczynka przestała oddychać w jasny wrześniowy poranek. Świat się zawalił. Ojciec pochował córkę po ostrej kłótni z Bryce'em. Chłopak wziął Edwarda i wyruszyli w świat. Zaczęli zarabiać tańczeniem na sznurkach, ale zdarzył się wypadek: królik rozbił sobie głowę. Bryce udał się więc z nim do lalkarza, który chciał za jego naprawę duże pieniądze. Dogadali się w inny sposób. W zamian za zreperowanie porcelanowej głowy Edwarda, chłopiec zgodził się zostawić go u lalkarza na stałe.


Lalkarz w rzeczywistości nazywał się Lucius Clarke i miał własny sklep z porcelaną. Mężczyzna delikatnie położył Edwarda obok stuletniej lalki z którą przeprowadził rozmowę. Powiedziała mu, ze ktoś po niego przyjdzie. Na pewno. Zawsze przychodzi. Po pewnym czasie do sklepu weszła dziewczynka, która zabrała do domu stuletnią lalkę. I rzeczywiście - zawsze ktoś przychodzi. Tylko kiedy ten ktoś przyjdzie po Tulana? Minęło sporo czasu, aż do sklepu weszła dziewczynka ze swoją mamą. Chwyciła do ręki króliczka i krzyknęła do mamy: "Widzisz?". "Widzę." - odpowiedziała...

-Edward?- powiedziała Abielene.
Tak, powiedział Edward.
-Edward - powtórzyła, tym razem pewnie.
Tak powiedział Edward, tak, tak ,tak.
To ja.


Podsumowując książka jest bardzo ciekawa ma dużo niespodziewanych zwrotów akcji. Wzruszająca opowieść nawiązująca do bajki z pierwszych stron - ta o księżniczce która nie potrafiła kochać, więc wiedźma zamieniła ją w guźca. Edward stracił całą wiarę i zamienił się w takiego pustego w środku guźca, aż odnalazła go Abilene i znów uwierzył. Uwierzył, że może kogoś pokochać na nowo. Mnie bardzo spodobała się opowieść, jedynie za lekko starym klimatem nie przepadam, ale dam mimo wszystko 6/6 :) GODNE POLECENIA!

Wstęp

Witam wszystkich bardzo serdecznie na moim nowym blogu!
Na imię mi Paulina i stworzyłam tą stronę aby wstawiać tu swoje recenzje książek i zachęcać innych do czytania. Zaraz po wakacjach idę do gimnazjum, a jak wszyscy dobrze wiedzą, teraz ludzie spędzają wolny czas przy telefonie, facebooku, instagramie i prawie nikt nie czyta książek.. Ja chciałabym to zmienić i może przez język jakim będę tu pisać uda mi się dotrzeć chociaż do kilku osób w moim wieku, którzy uważają, że książki to nuda. Otóż wcale nie! Zachęcam Was do komentowania, jak i do konstruktywnego krytykowania, abym z czasem co raz bardziej zbliżała się do ideału :)

~Pozdrawiam wszystkich! ;*
xoxo