Uwaga na spoilery ;)
"W pewnym domu na ulicy Egipskiej mieszkał kiedyś królik, który był prawie cały zrobiony z porcelany. Miał porcelanowe ręce i nogi, porcelanowy łepek, porcelanowy tułów i porcelanowy nos. Jego ręce i nogi miały połączone drutem stawy, dzięki czemu jego porcelanowe łokcie i porcelanowe kolana mogły się zginać, dając mu dużą swobodę ruchu. Uszy miał zrobione z prawdziwego króliczego futerka, a ukryte pod futerkiem druty pozwalały ustawiać je w różnych pozycjach, w zależności od nastroju właściciela..."
Edward był własnością kilkuletniej Abilene Tulan, która królika traktowała zupełnie jak swoje dziecko. Choć wykonany był z dość kruchego materiału, robili razem wszystko. Edward grzecznie słuchał jak Abilene opowiada mu bajki o królewnie, która nie potrafiła kochać dlatego wiedźma zamieniła go w guźca i siadał (albo raczej był sadzany) obok niej na krześle gdy wszyscy jadli obiad. Z całej rodziny, która ignorowała królika mówiąc, że to przecież tylko zwykła zabawka, tylko babcia Pellegrina oprócz dziewczynki rozmawiała z Edwardem jak z równym sobie człowiekiem.
Mijały dni, aż nadszedł dzień rejsu statkiem, od którego wszystko się zaczęło.. ale posłuchajcie dalej! Gdy wszyscy byli już na pokładzie i odpłynęli na tyle daleko, że nie było widać już lądu, dwaj chłopcy wieku naszej bohaterki - Martin i Amos szczególnie zainteresowali się Edwardem i po kilku pytaniach zatrzymało się na jednym: "Czy można mu zdjąć te ubrania?". Abilene odrzekła, że oczywiście i zaczęła wymieniać ile to on ma piżam i szalików, ale chłopcy musieli przekonać się o tym samemu i zaczęli rozbierać królika. Dziewczynka bardzo się zdenerwowała i za wszelką cenę chciała odzyskać swojego porcelanowego przyjaciela, zaczęli się szarpać, aż Martin trzymający maskotkę wypuścił ją w powietrze. Nie byłoby w tym nic strasznego (pomijając fakt porcelany) gdyby nie to, że Edward wyleciał za burtę i zaczął tonąć. Ale
czy mógł się utopić?
W końcu po długim czasie dryfowania, obijania głową o dno i szarpania przez fale, ku jego uldze wyłowili go rybacy a następnie trafił do rąk żony rybaka. Nellie, bo tak miała na imię, od razu zakochała się w króliku! Ups.. a raczej w króliczce :) Staruszka nazwała go
Zuzanna i od tego czasu Edward był ubierany w sukienki. Jego nowa właścicielka obiecała mu, że pozna jej córkę - Lolly, która od początku znienawidziła lalkę i była zła, jak dużo czasu poświęcają mu jej rodzice. Martwiła się, że zwariowali, więc postanowiła pozbyć się niechcianego lokatora wywożąc go na wysypisko śmieci.
Leżał tam 80 dni i miał okazję poznać Ernesta - króla świata, bo tak się własnie nazywał. Przychodził raz po raz na wysypisko wykrzykując, iż jest królem świata, ponieważ jest królem śmieci, a świat składa się ze śmieci - zabawne nieprawdaż? Po długim czasie spędzonym wśród skórek od bananów, resztek jedzenia, zepsutych zabawek i innych zanieczyszczeń, znalazł go pies Lucy, pupil Bull'a - zwykłego śmieciarza, nieładnie mówiąc.. Gdy suczka przytargała Edwarda do swojego pana, na początku chcieli go zjeść, ale niestety, porcelana do najsmaczniejszych nie należy. Bull zdecydował, że królik dołączy do ich "drużyny" i zaczął nazywać go
Malone.
Wędrowali piechotą, podróżowali w pustych wagonach towarowych. Wciąż byli w drodze.
"W gruncie rzeczy jedziemy donikąd . Na tym właśnie polega ironia naszej ciągłej wędrówki.."
Gdy pewnej nocy przemierzali kolejne kilometry na gapę w takim właśnie pustym wagonie zostali nakryci. Bull i jego pies dostali po kopniaku, a Edward znów wyleciał "za burtę". Nie wiadomo co stało się dalej działo z włóczęgami. Edward znowu leciał i leciał, aż w końcu upadł i znów wylądował w ogromnej ciemności.
Rano znalazła go stara kobieta i zaprowadziwszy go w koszyku do swojego domu zaraz obok pola, wymyśliła, że królik może robić za stracha na wróble. Kobieta również wymysliła mu imię -
Clyde. Oprócz niego "pracował" tam jeszcze jeden chłopiec. Którego miał okazje dobrze poznać.
"Królik spędził cały dzień, wisząc za uszy, smażąc się w skwarze słonecznym i obserwując, jak stara kobieta i Bryce (wyżej wspomniany chłopak) pielą i spulchniają warzywnik.." Bryce darzył Edka od początku dużą sympatią.. było to widać..
Minęło kilka dni, aż Bryce w końcu się odważył, odwiązał królika od wbitego w ziemię kija i zabrał go ze sobą. Nie ma tu co ukrywać - zwyczajnie go ukradł. Zaniósł go do swojej ciężko chorej siostry, która żyła w małej kanciapie. Ich ojciec był alkoholikiem. Dziewczynka miała na imię Sara Ruth, a swojego nowego przyjaciela nazwała
Jangles. Brat aby rozweselić siostrę jeszcze bardziej doczepił do rąk i nóg królika sznurki i poruszał nimi w rytm muzyki, tak aby wyglądało, że tańczy. Stan Sary Ruth z dnia na dzień się pogarszał. Minęły 3 miesiące - było co raz gorzej. W 4-tym miesiącu przestała jeść, a w 5-tym zaczęła kaszleć krwią. Dziewczynka przestała oddychać w jasny wrześniowy poranek. Świat się zawalił. Ojciec pochował córkę po ostrej kłótni z Bryce'em. Chłopak wziął Edwarda i wyruszyli w świat. Zaczęli zarabiać tańczeniem na sznurkach, ale zdarzył się wypadek: królik rozbił sobie głowę. Bryce udał się więc z nim do lalkarza, który chciał za jego naprawę duże pieniądze. Dogadali się w inny sposób. W zamian za zreperowanie porcelanowej głowy Edwarda, chłopiec zgodził się zostawić go u lalkarza na stałe.
Lalkarz w rzeczywistości nazywał się Lucius Clarke i miał własny sklep z porcelaną. Mężczyzna delikatnie położył Edwarda obok stuletniej lalki z którą przeprowadził rozmowę.
Powiedziała mu, ze ktoś po niego przyjdzie. Na pewno. Zawsze przychodzi. Po pewnym czasie do sklepu weszła dziewczynka, która zabrała do domu stuletnią lalkę. I rzeczywiście - zawsze ktoś przychodzi. Tylko kiedy ten
ktoś przyjdzie po Tulana? Minęło sporo czasu, aż do sklepu weszła dziewczynka ze swoją mamą. Chwyciła do ręki króliczka i krzyknęła do mamy: "Widzisz?". "Widzę." - odpowiedziała...
-Edward?- powiedziała Abielene.
Tak, powiedział Edward.
-Edward - powtórzyła, tym razem pewnie.
Tak powiedział Edward, tak, tak ,tak.
To ja.
Podsumowując książka jest bardzo ciekawa ma dużo niespodziewanych zwrotów akcji. Wzruszająca opowieść nawiązująca do bajki z pierwszych stron - ta o księżniczce która nie potrafiła kochać, więc wiedźma zamieniła ją w guźca. Edward stracił całą wiarę i zamienił się w takiego pustego w środku guźca, aż odnalazła go Abilene i znów uwierzył. Uwierzył, że może kogoś pokochać na nowo. Mnie bardzo spodobała się opowieść, jedynie za lekko starym klimatem nie przepadam, ale dam mimo wszystko 6/6 :) GODNE POLECENIA!